O nas
Life Cultivating zostało założone przez Dariusza Pestę, wieloletniego praktyka sztuk taoistycznych.
Dariusz uczył się w Świątyni Pięciu Nieśmiertelnych w Chińskich górach Wudang pod przewodnictwem swojego nauczyciela, taoistycznego kapłana, Mistrza Li Xing De. Od 2015 roku mieszkał w świątyni przez łączny okres pięciu lat, ucząc się i praktykując wewnętrzne sztuki kultywacji energii oraz wewnętrzne sztuki walki takie jak Qigong, Taiji (Tai Chi), Yang Sheng Gong, Ba Bu (stara forma Ba Gua Zhang), Szermierka i Medytacja, a także Tradycyjną Medycynę Chińską (TCM), Yi Jing, Feng Shui, Skrypty oraz, co najważniejsze, Alchemię Wewnętrzną.
W Chinach mistrzowie nadają imiona swoim uczniom, w ten sposób przedłużając linię przekazu. Dzięki swojemu nauczycielowi Mistrzowi Li Xing De, Dariusz jest częścią 24-go pokolenia taoistycznej linii Czystego Yang Smoczej Bramy Kompletnej Realizacji (Daojiao Quanzhen Longmen Chunyang Pai 道教全真龍門純陽派). Jego taoistyczne imię to Cheng Da 誠達.
Gdzie historia się zaczyna i gdzie kończy?
Przez wiele lat przemierzałem meandry życia, poszukując wiedzy wykraczającej poza powszechną. Po drodze natrafiłem na prawdziwe skarby, które były niezwykle istotne w procesie mojego rozwoju, a także do zdecydowanego podążania swoją ścieżką. Mój nauczyciel Li Xing De Shifu pomógł mi otworzyć drzwi do głębszego zrozumienia i wyposażył w wiele metod ulepszania siebie i uzdrawiania. Dzięki niemu, a także dzięki taoizmowi, z jego mnogością sztuk i metod, wyznaczyłem nowy kierunek w życiu. Na przestrzeni lat także niewyrażalnie pomocną była praktyka Vipassany, która jest techniką medytacji wywodzącą się od Buddy. Na wczesnym etapie mojej duchowej podróży, pozwoliła mi ona na większą jasność, wiele wglądów oraz oczyszczenie umysłu i ciała w czasie, kiedy było mi to niezmiernie potrzebne.
Już od 20 lat uczę się i praktykuję sztuki i metody odżywiające życie. Po wstępnym zgłębieniu kilku innych wschodnioazjatyckich tradycji, zacząłem uczyć się Tai Chi. Interesowała mnie płynność, harmonia, wdzięk i aspekt długowieczności wynikające z praktyki tej sztuki. Walka, rywalizacja i samoobrona nie były moim celem. Wewnętrzna harmonia i eksploracja ciała, energii życiowej, ducha i umysłu przyciągały mnie bardziej niż aspekt walki. Z czasem to, co zafascynowało mnie jeszcze bardziej to to, co kryje się poza działaniem ciała, qi, ducha i umysłu.
Z czasem zacząłem praktykować Vipassanę. Do tej pory ukończyłem wiele 10-dniowych odosobnień. Na większości z nich siedziałem i praktykowałem tą metodę przez około 12 godzin dziennie. Pracowałem nad rozwijaniem świadomości i równowagi, a dzięki temu nad usuwaniem głęboko zakorzenionych kompleksów mentalnych. Praca nad tym, aby pozostać nieporuszonym przez pragnienia i niechęci jest drogą do głębszego zrozumienia cierpienia i jego zakończenia. Praktykowanie tej metody przez dłuższy czas pomaga oczyścić i rozjaśnić umysł, a także rozwinąć głębszy wgląd w naturę rzeczywistości.
Na kilku z tych odosobnień także służyłem. Poprzez służbę pracowałem nad integracją praktyki siedzącej medytacji z medytatywnym działaniem. Pomaga to rozwinąć jakości płynące ze służby dla innych, najlepiej bezinteresownej służby, wraz z korzyściami płynącymi z siedzącej medytacji. To sposób na ulepszenie siebie poprzez hojność, cierpliwość i silną determinację. Rozwija to również uważność, pomaga rozpuścić ego, pogłębia współczucie i dobroć, a także umożliwia harmonijne relacje.
Przez lata pragnąłem zgłębić Tai Chi i medytację, ale wciąż musiałem się utrzymać. Dlatego podążałem ścieżką kariery i norm społecznych, jednocześnie praktykując. Pomimo tego, wewnętrzny głos, aby szukać alternatyw i zmienić swoje życie, był bardzo silny. To skłoniło mnie do podróży z Polski, na drugi koniec świata, tak daleko, jak tylko mogłem dotrzeć. Dotarłem do Nowej Zelandii, gdzie mieszkałem przez kilka lat. Nowa Zelandia to kraj wyspiarski, bardzo oddalony od reszty świata, co bardzo mi odpowiadało. Najpierw podążałem swoją starą ścieżką kariery, która na przestrzeni lat, była związaną z inżynierią, efektywnością energetyczną i zrównoważonym rozwojem. W pracy pomagałem optymalizować efektywność energetyczną w obiektach, ale samemu po raz kolejny rozregulowałem się i wypaliłem. Ćwiczyłem tai chi i medytowałem, ale głębia praktyki nie była wystarczająca, abym utrzymywał stan równowagi. W końcu zdałem sobie sprawę, że optymalizacja efektywności energetycznej w obiektach przynosi ogromne korzyści społeczeństwu, jednakże ważniejsza jest regulacja samego siebie i wewnętrznego mikrokosmosu. Po kilku latach przechodzenia od starego stylu życia do tego, co wydaje się być moim zwem przeznaczenia, wyjechałem do Chin. Od tamtego czasu zmieniłem kierunek życia i już się nie angażowałem w dotychczasowe zawody.
Poza tym, co oczywiste, z pewnością musi to być przeznaczenie!
W Chinach dotarłem do Świątyni Pięciu Nieśmiertelnych, gdzie poznałem swojego największego nauczyciela Mistrza Li Xing De. Mistrz pomógł mi zdobyć umiejętności i zwiększyć wytrwałość, a także poszerzyć wiedzę i pogłębić mądrość. Nauczył mnie cnoty i dobroci poprzez swoje nauki i codzienny sposób bycia. Jest osobą, która ucieleśnia święte nauki i działa poprzez nie. Będąc dostępnym dla tych, którzy szukają pomocy lub sposobu na poprawę życia, mądrze prowadzi i obficie odżywia dusze tych, którzy mają przeznaczenie go spotkać.
Dzięki jego naukom stało się dla mnie dużo przejrzystsze to, że doskonalenie siebie, czynienie dobrych uczynków oraz wspieranie rodziny, przyjaciół i bliskich jest o wiele ważniejsze niż kariera, pozycja, sława i bogactwo. Wymaga to poprawnej i właściwej wiedzy, moralności, mądrości oraz metod.
Li Shifu (tak go nazywa większość ludzi) przyjął mnie na swojego ucznia i nadał mi imię będące częścią 24-go pokolenia linii Czystego Yang Bramy Smoka Taoizmu Kompletnej Realizacji (Daojiao Quanzhen Longmen Chunyang Pai 道教全真龍門純陽派). Moje taoistyczne imię to Cheng Da 誠達. „Cheng” to imię wszystkich uczniów 24-go pokolenia i oznacza ono „Szczery/Szczera”. „Da” to moje imię osobiste, które sugeruje przedłużenie i dostępność, sięganie i osiągnięcie, ekspresję i przekaz, wybitność i komunikację.
W ciągu 5 lat mieszkania w świątyni uczyłem się Taoizmu, ćwiczyłem wewnętrzne sztuki, takie jak Qigong, Yang Sheng Gong i Medytacja, a także wewnętrzne sztuki walki, takie jak Tai Chi, Chińska Szermierka i Ba Bu (starożytna forma Ba Gua Zhang). Także uczyłem się i wdrażałem Taoistyczną Medycynę, obejmującą Tradycyjną Chińską Medycynę (TCM), Yi Jing (Księgę Przemian), Feng Shui oraz Skrypty i Ceremonie.
Pierwszym razem będąc w świątyni, studiowałem i praktykowałem jako uczestnik kursów. Spędziłem pół roku w świątyni, uczestnicząc w kilku kursach. Był to czas ścisłej i intensywnej praktyki i nauki. W tym czasie nauczyłem się wielu metod i zbudowałem fundamenty, na których buduję od tamtej pory.
Drugi i najdłuższy czas, jaki spędziłem w świątyni, to okres od listopada 2019 do stycznia 2022 roku. Nie trzeba przypomnieć, co się wtedy wydarzyło. Przez ponad 3 lata, od samego początku do samego końca tego szalonego okresu, mieszkałem na szczycie góry, będąc świadkiem szaleństwa społeczeństwa, a także dobroci i życzliwości zwykłych ludzi. W tym czasie moje zajęcia i obowiązki uległy znacznej zmianie. Od momentu zamknięcia granicy nie było kursów dla obcokrajowców. Przez pierwsze półtora roku, zależnie od okresu, było nas nie więcej niż czterech zagranicznych studentów, w tym ja. Przez większą część tego czasu, rano i wieczorem, intensywnie praktykowaliśmy, skupiając się na praktykach qigong i medytacji. Oprócz tego, przez kilka miesięcy w ciągu dnia, kopaliśmy w skalistym teranie, przygotowując ten teren pod budowę nowej klasy. Prawie cały czas używaliśmy kilofów, łopat i taczki do usuwania ziemi. W taki sposób łatwo sobie uświadomić trudy ciężkiej pracy, z jakimi niektórzy ludzie muszą się zmagać niemal codziennie. To także efektywny sposób na rozwinięcie siły i tak zwanego gong (umiejętności). Praca z narzędziami ręcznymi, bez młota pneumatycznego, była sposobem na doskonalenie się poprzez znój, pot i trud. Spośród wielu prac, które tam wykonywałem, ta była jedną z najtrudniejszych. Podobnie zresztą jak cały okres, z racji na to, że także przestrzegaliśmy ścisłego reżimu praktyki.
Rano i wieczorem praktykowaliśmy wewnętrzną obserwację i kultywowaliśmy qi. Praca rozwijała siłę fizyczną, a praktyka siłę wewnętrzną. Proces ten oczyszczał, harmonizował i wzmacniał nasze pola energetyczne, a także wyostrzał i poszerzał umysł.
Przez drugie półtora roku mojego drugiego pobytu w świątyni, byłem jedynym obcokrajowcem mieszkającym w świątyni i jednym z nielicznych w całym regionie Wudang. Właściwie znam tylko jednego innego obcokrajowca który przebywał w Wudang w tym czasie. Dało mi to wyjątkową szansę uczenia się u mojego nauczyciela i poznawania chińskiej kultury.
Kolejną ważną i czasochłonną pracą na górze było ścinanie, zbieranie, cięcie, rąbanie i układanie ton drewna na opał. Przygotowanie drewna jest kluczowe dla przetrwania, ponieważ bez niego normalny człowiek nie mógłby żyć w górach. Ta praca jest również jedną z najtrudniejszych prac. Drewno zimą służy do ogrzewania, a przez cały rok do gotowania.
To prowadzi do mojego kolejnego dużego obowiązku. Przez około dwa i pół roku gotowałem w świątyni. Musiałem nauczyć się chińskiego stylu gotowania. Główną metodą było gotowanie na dużym woku opalanym drewnem, przygotowując jedzenie nawet dla około 20 osób. Uczyłem się od Li Shifu, a czasami od gości, którzy przyjeżdżali z wizytą i przejmowali kuchnię. W świątyni dzień po dniu może wyglądać dużo inaczej, dlatego gotowałem zarówno dla mieszkańców świątyni, jak i dla wszelkiego rodzaju gości. Niektórzy z nich byli rodziną i przyjaciółmi. Niektórzy byli urzędnikami, o których dbaliśmy jak o rodzinę. Jeśli nie było gości, posiłki były proste. Składały się z jednego lub dwóch dań głównych i kilku dodatków, takich jak sfermentowane tofu, warzywa konserwowane w soli, orzeszki ziemne, sosy, itp. Niektóre były przysmakami przywiezionymi przez gości z innych prowincji, zwłaszcza z rodzinnego miasta Mistrza Li. Kiedy mieliśmy gości, gotowałem nawet aż do około 10 dań głównych. Z kilkoma dodatkami na stole, posiłek wyglądał kolorowo, pięknie i apetycznie. Mimo że życie w świątyni jest w pewnym sensie proste, staraliśmy się gościć naszych gości najlepiej jak potrafiliśmy.
Ponadto byłem zaangażowany w najróżniejsze zadania i obowiązki. Warto wspomnieć, że jednym z nich było dostarczanie wszystkich niezbędnych rzeczy do codziennego życia, które trzeba było zebrać na górze lub przynieść z wioski. Musi to już być ponad sto razy, gdy schodziłem do wioski u podnóża góry i wracałem, wnosząc żywność, narzędzia, materiały budowlane, a także wiele innych rzeczy. To nie było zaledwie noszenie rzeczy. To było wzmacnianie ciała i hartowanie charakteru. Poprzez pot i trud oczyszczało się ciało i umysł, a także wyłaniały głębsze introspekcje.
Kolejnym niezwykle ważnym obowiązkiem było opiekowanie się gośćmi i wiernymi, którzy przychodzili, aby oddać hołd i pomodlić się o zdrowie, szczęście, pomyślność w sprawach rodzinnych i biznesowych, ochronę, itd. Ponieważ świątynia jest miejscem czci potencjalnie otwartym dla wszystkich ludzi, było to jednym z najważniejszych obowiązków.
W natłoku zajęć asystowałem Li Shifu także w innych zadaniach, jakie mi wyznaczył. Było to instruowanie, nauczanie, tłumaczenie, pisanie artykułów, naprawianie, gotownie, zbieranie ziół i dziko rosnących roślin jadalnych, uprawianie warzyw i roślin leczniczych, wytwarzanie naturalnych środków leczniczych, czy robienie terapii. W niektórych z tych czynności przodowałem, a w niektórych miałem braki.
Moją specjalnością było poszukiwanie i zbieranie roślin leczniczych, a także sporządzanie z nich wywarów, naparów, nalewek, olejków, tabletek, proszków, kapsułek, pałeczek moksy, a także pożywienia bazującego na roślinach leczniczych. Godzinami mogłem eksplorować górę, szukając znanych mi roślin i identyfikując te, których jeszcze nie znałem. Poznałem wiele gatunków rosnących na górze. Wiele z nich było przez lata skrupulatnie sadzone przez mojego nauczyciela, jego nauczycieli i przyjaciół.
Poza wszystkimi obowiązkami, starałem się utrzymywać codzienną praktykę. Jeśli jakąś opuściłem, to zazwyczaj z powodu obowiązków, które generalnie miały priorytet nad praktyką. Praktyka jest fundamentem i jest dla mnie niezwykle istotna. Podczas kursów mogło to być 8 godzin praktyki dziennie. Jednak poza kursami priorytetem było wypełnianie codziennych zadań. Świątynia jest mostem do wyższych wymiarów. Nie jest ani szkołą, ani akademią, gdzie można uiścić opłatę i poświęcić się praktyce. Pełnić funkcję łącznika pomiędzy ludźmi, ziemią i niebem. Dlatego sprawy świątyni muszą przebiegać sprawnie.
Trzeci pobyt w świątyni był dużo inny. Spędziłem tam kolejne półtora roku. Tym razem, podobnie jak pierwszym razem, był to okres pełen kursów, w których uczestniczyli obcokrajowcy przybywający z całego świata, aby uczyć się cennych lekcji i nauk przekazywanych przez mojego nauczyciela. Mistrz Li Xing De jest niezwykle charyzmatyczny, utalentowany, kompetentny i mądry, co rozwinął przez lata praktyki, nauki, szczerości, poświęcenia i goryczy. Co więcej, ma wielkie przeznaczenie, dzięki któremu uczył się od innych wielkich Mistrzów i przekazuje swoją wiedzę oraz nabyte metody, pomagając wielu ludziom.
Podczas trzeciego pobytu w świątyni wspierałem Li Shifu głównie w prowadzeniu zajęć praktycznych Qigong, Taiji, Taihequan, Yangshenggong i Medytacji, a także w zakresie etykiety życia w świątyni. Wspierałem również uczniów w rozwiązywaniu problemów, czy to związanych z porozumiewaniem z mistrzem, skorygowaniem praktyki, czy też wyszukiwaniem, zbieraniem i przygotowywaniem ziół i robieniem naturalnych terapii.
Od kiedy pierwszy raz pojawiłem się w świątyni wiele się nauczyłem, zgłębiłem praktykę, poszerzyłem zrozumienie, byłem świadkiem przeróżnych sytuacji, spotkałem mnóstwo ludzi z Chin i całego świata oraz podziwiałem zapierające dech w piersiach widoki. Poznałem smak goryczy trudów i delektowałem nektarem ciężkiej pracy i wysiłku.
Jest wiele historii do opowiedzenia, głębokich refleksji, obszernej wiedzy, umiejętności i wybitnych osiągnięć. Są też porażki, frustracje i uchybienia. Wszystkie te doświadczenia służyły i nadal służą jako środek do samo-doskonalenia i kultywowania życia i Dao. W daoizmie doskonalenie się jest kluczowe w kultywowaniu życia. Słowa oznaczające duchowe udoskonalanie to „xiulian (修炼)” i „xiuxing (修行)”. „Xiu” oznacza naprawiać, budować i kultywować. „Lian” oznacza rafinować, wytapiać i destylować. „Xing” oznacza postępowanie i zachowanie. Zatem „Xiulian” i „xiuxing” oznaczają naprawianie i rafinowanie, a także korygowanie swojego postępowania i kultywowanie siebie poprzez właściwe praktyki.
Życie w Świątyni Pięciu Nieśmiertelnych dało mi mnóstwo okazji do polepszania siebie i uczenia się cennych lekcji życia.
Jednakże, zasługami powinno się dzielić w społeczeństwie. I tu właśnie historia jest kontynowana...